Blog

Granat i królik. Jojo Rabbit

Jojo Rabbit, Jojo, Scarlett Johansson, Taika Waititi, Sam Rockwell, Rebel Wilson, Roman Griffin Davis, Thomasin McKenzie, Alfie Allen, Adolf Hitler, II wojna światowa, komedia, dramat, Niemcy

W Jojo Rabbit Taika Waititi nie naśmiewa się z grozy wojny, co mogły sugerować zwiastuny. Rozprawia się z nienawiścią, uczy empatii i prezentuje swój (jak dotąd) najważniejszy film.

Mały Johannes Betzler, pieszczotliwie nazywany Jojo, wyjeżdża na zorganizowane gry terenowe z rówieśnikami. Problem w tym, że chłopiec jest nazistą, gry terenowe to rzucanie granatami i obrona przeciwgazowa, a wszystkie dzieci należą do Hitlerjugend. Gdy starsi chłopcy rozkazują mu zabicie bezbronnego królika, Jojo ucieka z płaczem, zyskując haniebny przydomek „Królik Jojo”. Szybka konsultacja z najlepszym przyjacielem dodaje chłopcu odwagi i… prowadzi do wypadku. Gdy chłopiec zostaje wypisany ze szpitala, odkrywa, że pod jego nieobecność w domu zamieszkała nowa lokatorka. Aha, wspominałem, że najlepszym przyjacielem chłopca jest Adolf Hitler?

Demony wojny według Jojo

Taika Waititi jest egzorcystą współczesnego kina – gdy bierze się za jakiś temat, zazwyczaj odczarowuje go z wdziękiem i humorem. W What We Do in the Shadows świeżym okiem spojrzał na modne (i potwornie wymęczone) w tamtym czasie wampiry, tworząc absurdalną komedię stylizowaną na dokument. W Dzikich łowach (Hunt for the Wilderpeople) sięgnął po tak cudownie bzdurne środki, że po drodze wyszedł mu film, który z przyjemnością obejrzałem chyba cztery razy. Artystyczne sukcesy i unikalne podejście sprawiły, że Marvel powierzył mu odratowanie jednej ze swoich superbohaterskich trylogii. Każdy, kto widział Thor: Ragnarok, może ocenić i docenić efekt.

Tym razem Taika Waititi zajął się tematem II wojny światowej, ale grozę jednego z najstraszniejszych konfliktów w historii traktuje bardzo poważnie. Opowiada o niej z perspektywy dziesięcioletniego chłopca (Roman Griffin Davis), który chłonie nazistowską propagandę i bardzo chce być idealnym aryjczykiem z plakatu. Przeszkadza mu w tym przede wszystkim dziecięca niewinność. Chłopiec, jak tylko może, stara się ją zagłuszyć.

Jojo Rabbit, Jojo, Scarlett Johansson, Taika Waititi, Sam Rockwell, Rebel Wilson, Roman Griffin Davis, Thomasin McKenzie, Alfie Allen, Adolf Hitler, II wojna światowa, komedia, dramat, Niemcy

Od początku ma ją w sobie – to zostaje wyłożone bardzo wyraźnie w pierwszych minutach filmu, gdy musi zabić małego królika. Jednak między rozczarowanymi oficerami, znudzonymi gestapowcami i nierozumiejącymi niczego dziećmi pogubiony Jojo i tak jest najbliższy ideałowi nazistowskiego obywatela. Głównie na tym, a nie komediowych gagach, polega dowcip filmu.

W porównaniu ze zblazowanym kapitanem Klenzendorfem (Sam Rockwell), energiczną panną Rahm (Rebel Wilson) czy czułą Rosie (Scarlett Johansson) mały Jojo wydaje się nie odczuwać większych emocji. A przynajmniej robi sporo, by stworzyć i utrzymać takie wrażenie. Autorytarny system wymaga od niego bezwarunkowego posłuszeństwa i pokrzykiwania z wyprostowanym ramieniem. Robi to, bo – jak każdy dzieciak i każdy człowiek – chce gdzieś przynależeć, być częścią czegoś większego. Smutne, że nie mógł wybrać lepszej grupy i lepszej sprawy.

Dlatego każdą rozmowę z Elsą (Thomasin McKenzie) – młodą Żydówką, która ukrywa się w domu Jojo – chłopiec zmienia w expose na temat czystości rasowej i zbiór najgłupszych propagandowych wymysłów. Dziewczyna go nie poprawia. Dobrze wie, że nawet dziecko nie może bez końca wierzyć w bzdury o telepatii, diabłach w głowach i spaniu pod sufitem. Tymczasem Jojo zaczyna pracować nad bogato ilustrowaną książką, by umocnić swoje antysemickie przekonania. Ostatecznie jednak tylko się ośmiesza, bo – jak zauważa Elsa – miejscem, w którym żyją paskudni Żydzi z nazistowskiej propagandy, jest wyłącznie głowa Jojo.

W tym systemie wyrażanie uczuć i rozumienie innych jest cechą słabych ludzi. A Jojo niewątpliwie jest słaby. Choć bardzo się przed tym broni, powoli uczy się empatii i odkrywa, że żaden człowiek nie może walczyć z uczuciami, nawet jeśli vaterland tego wymaga.

Jojo Rabbit, Jojo, Scarlett Johansson, Taika Waititi, Sam Rockwell, Rebel Wilson, Roman Griffin Davis, Thomasin McKenzie, Alfie Allen, Adolf Hitler, II wojna światowa, komedia, dramat, Niemcy

Hail me, little man. Just a little hail

Jojo, jak wiele dzieci w jego wieku, ma wymyślonego przyjaciela. Nie jest nim jednak fantastyczny stworek ani gadający zwierzak, ale okrutny Adolf Hitler (w tej roli sam Taika Waititi). Dyktator zawsze wspiera chłopca, służy radą i usprawiedliwia drobne porażki. Ta wersja Hitlera jest z jednej strony wyidealizowana (wpływ nazistowskiej propagandy), a z drugiej strony mocno infantylna – Jojo ma przecież tylko dziesięć lat. Dziwny twór ma więc twarz potwora i idealnie wyprasowany mundur, ale jest trochę kumplem, trochę klaunem, a trochę dzieckiem. Jednak na pewno nie jest prawdziwym Adolfem Hitlerem – szaleńcem odpowiedzialnym za śmierć milionów.

Taika Waititi, zapytany przez jednego z dziennikarzy, jak przygotowuje się do takiej roli, odpowiedział, że wcale:

I didn’t base him on anything I’d seen about Hitler before. I just made him a version of myself that happened to have a bad haircut and a shitty little mustache. And a mediocre German accent.

W innym wywiadzie pytano, dlaczego w ogóle chce grać Hitlera, skoro sam ma żydowskie korzenie. Odpowiedź była prosta:

What better fuck you to that guy?

Jojo Rabbit, Jojo, Scarlett Johansson, Taika Waititi, Sam Rockwell, Rebel Wilson, Roman Griffin Davis, Thomasin McKenzie, Alfie Allen, Adolf Hitler, II wojna światowa, komedia, dramat, Niemcy

Na ekranie widzowie mogą zobaczyć postać groteskową, żałosną i głupią, zasługującą może na odrobinę litości, ale na pewno nie szacunek. Taka kreacja łączy się z głównym przesłaniem Jojo Rabbit. Z posiadania wymyślonego przyjaciela się wyrasta. Jeśli nie, warto zgłosić się do lekarza specjalisty. Wiara w nazizm, rasizm czy antysemityzm jest równie głupia i dziecinna. Jeśli ktoś tak ma i jeszcze z tego nie wyrósł, warto zgłosić się do lekarza specjalisty.

Definitely not a good time to be a Nazi

Wielu może się nabrać na zwiastuny i materiały marketingowe, które próbują sprzedać ten film jako szaloną komedię pełną gagów. Inni mogą czuć niesmak, że Hitler, który utopił świat we krwi, radośnie podskakuje na ekranie. Z kolei tych najgłupszych może urazić fakt, że ktoś śmiał opowiedzieć o II wojnie światowej z perspektywy niemieckiego dziecka, a nie polskiego powstańca czy amerykańskiego lotnika.

Kto chce szukać niezdrowych kontrowersji, ten znajdzie je wszędzie. Cała nadzieja w reszcie. Dlatego napisałem ten tekst – by przekonać niezdecydowanych. Jeśli nie wiecie, czy warto pójść na Jojo Rabbit do kina, odpowiedź brzmi: TAK. I to nie raz.

Jojo Rabbit, Jojo, Scarlett Johansson, Taika Waititi, Sam Rockwell, Rebel Wilson, Roman Griffin Davis, Thomasin McKenzie, Alfie Allen, Adolf Hitler, II wojna światowa, komedia, dramat, Niemcy

Jojo Rabbit koszmar wojny traktuje poważnie i pokazuje z szacunkiem. Śmieje się z szaleńców, idiotów i tchórzy, którzy ją wywołali. O historii trzeba opowiadać wciąż na nowo, wciąż nowymi środkami. Inaczej można zapomnieć, że nawet dziś światem rządzą ludzie, którzy – choć lepiej się strzygą i golą wąsy – nie mają pojęcia, czym jest empatia.

Adam Zyskowski

Lubisz ten tekst? Skomentuj i polub bloga na Facebooku 🙂

2 comments

Zostaw komentarz

Twój email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczono *