Blog

Jesus Christ Superstar zbawia nas wszystkich

Jesus Christ Superstar, Ted Neeley, Carl Anderson, Andrew Lloyd Webber, Yvonne Elliman, Barry Dennen, musical, Norman Jewison, Tim Rice

W dniu premiery Jesus Christ Superstar obrażał wszystkich po równo. Fundamentaliści uważali go za bluźnierczy, komuniści za zbyt religijny, Żydzi za antysemicki, a gospodynie domowe nie rozumiały, dlaczego połowa apostołów jest czarna.

Jesus Christ Superstar to pierwszy musical Andrew Lloyda Webbera, który zdobył popularność. Jednak zanim spektakl trafił na deski teatrów muzycznych całego świata, ukazał się w formie konceptualnej ścieżki dźwiękowej. Weber i odpowiedzialny za libretto Tim Rice obawiali się, że ich interpretacja losów Jezusa z Nazaretu jest zbyt kontrowersyjna i warto oswoić z nią ewentualnych zainteresowanych. W jakimś stopniu mieli rację. Gdy w 1970 roku musical pojawił się na scenie, a trzy lata później w kinach, nie obyło się bez protestów. Jednak to, co w tej opowieści najbardziej kontrowersyjne, osobiście uważam za najbardziej wartościowe.

Już w pierwszej scenie filmowej adaptacji widz może zobaczyć, że to nie będzie kolejne ultrapoważne widowisko. Z oddali nadjeżdża autobus pełen hippisów. Gdy docierają na miejsce akcji, zaczynają wyładowywać stroje, dziwne kapelusze, teatralne rekwizyty, wielki krzyż i ciężkie… karabiny maszynowe?

Jesus Christ Superstar jest umowny – gra symbolami i motywami tak, by stworzyć wrażenie, że historia opowiedziana w filmie mogłaby wydarzyć się również dziś. Z drugiej strony, gdy król Herod tańczy w szortach i okularach przeciwsłonecznych nad basenem, trudno traktować to wszystko tak poważnie, jak nakazywałaby chrześcijańska tradycja. I o to pewnie również chodziło.

W otwierającej film piosence Heaven on their minds Judasz (genialny Carl Anderson) zdradza, że sprawy nie idą, jak powinny. Mała grupa uczniów Jezusa, dla których był on przewodnikiem i nauczycielem, zaczyna szybko rosnąć i przypominać sektę. Apostoł wspomina: I remember when this whole thing began / No talk of God then we called you a man. Świadkowie cudów zaczynają postrzegać Jezusa jako zbawiciela, a nie nauczyciela – coraz częściej jako Boga, a coraz rzadziej jako człowieka.

Dzieło pomocy biednym i uciśnionym może zostać przerwane, jeśli Chrystus ściągnie na siebie uwagę władz (co oczywiście się dzieje). Judasz nie wierzy, że jego nauczyciel naprawdę może być Bogiem, dlatego ostrzega: And they’ll hurt you if they think you’ve lied. W tym momencie jest prorokiem jak Jezus, ale jego wizje nie są natchnione – biorą się z rozsądku i strachu.

Z drugiej strony są apostołowie, którzy wielbią Jezusa i wierzą w jego boskie pochodzenie. Problem jednak w tym, że wydają się nie być całkiem bezinteresowni. W Simon Zealotes Szymon śpiewa w chórze z innymi wyznawcami: Christ, you know I love you / Did you see I waved? / I believe in you and God / So tell me that I’m saved. Z jednej strony to deklaracja wiary, ale z drugiej wymiana. Szymon wierzy, więc oczekuje zbawienia. Na ile jego wiara jest więc szczera?

W dodatku bardzo szybko wychodzi na jaw, że ta modlitwa to tak naprawdę nawoływanie do rewolucji: Keep them yelling their devotion / But add a touch of hate at Rome / You will rise to a greater power / We will win ourselves come home. Nawet najwierniejsi, zdawałoby się, nie mają pojęcia, że wiara powinna być bezwarunkowym oddaniem. Tymczasem stosowanie wszędzie ekonomicznej matematyki „skoro coś daję, to oczekuję nagrody” wydaje się powszechne nie tylko w chrześcijaństwie. Czy nie tym są często modlitwy? Oddaniem czegoś w zamian za spełnienie pragnień? Szymon zresztą nie pozostawia złudzeń, gdy swój koncert życzeń kończy głośnym, efektownym AMEN. Jezus próbuje wytłumaczyć swojemu uczniowi, że żadna z rzeczy, o które prosi, nie ma znaczenia, ale to tylko pogłębia zagubienie apostoła.

Również sam Jezus (Ted Neeley), choć zna swój los i powinność, decyduje się na targi z Bogiem. Rozmawia ze swoim ojcem jak petent, który próbuje zgłosić reklamację. Sprawa do załatwienia: anulowanie wyroku. Nie rozumie zupełnie, dlaczego za wykonanie zadania musi go spotkać kara (śmierć). Ewangelia Łukasza cytuje słowa Jezusa: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie! Te same słowa w Jesus Christ Superstar brzmią znacznie dosadniej: Take this cup away from me / For I don’t want to taste its poison.

Owładnięty strachem i wątpliwościami Jezus przypomina, że zrobił więcej niż od niego wymagano: Listen surely I’ve exceeded / Expectations tried for three years / Seems like thirty / Could you ask as much / From any other man? Nie słysząc odpowiedzi, wciąż dopytuje, dlaczego musi umrzeć i jaki będzie sens jego ofiary. Gdy Bóg uparcie nie odpowiada, jego synowi pozostaje pogodzić się z losem. Jednak jak w przypadku każdego zbuntowanego dziecka, nie obejdzie się bez pretensji i demonstracji niezadowolenia. Po słowach Alright I’ll die! / Just watch me die! następuje montaż obrazów przedstawiających ukrzyżowanie.

Mnożenie wątpliwości wokół postaci Chrystusa jest charakterystyczne dla tej opowieści. Gdy Jezus i Maria Magdalena zbliżają się do siebie, to Judasz interweniuje, przypominając swojemu przywódcy, że to nie przystoi (za co spotyka go zresztą reprymenda). W finale Judasz powraca – i to prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjne założenie – w anielskiej bieli. Powoli zlatuje z nieba, a frędzle przy jego rękawach są tak długie, że mogą uchodzić za anielskie skrzydła. I znów ma pytania: dlaczego Jezus nie objawił się w XX wieku, gdy naprawdę miałby szansę stać się tytułową supergwiazdą?

Odpowiedź jest prosta: nie tak miało być. Wszyscy bohaterowie tej opowieści próbują uciec przeznaczeniu. Jezus wcale nie chce umierać – godzi się na swój los, bo nie ma wyboru. Judasz zdradza go nie przez diabelskie podszepty, jak podaje wspomniana wcześniej Ewangelia, ale dlatego, że bez tego nie dopełni się przeznaczenie Jezusa. Piłat (genialnie znerwicowany Barry Dennen) robi wszystko, by uratować Nazarejczyka, ale słyszy od niego, że nie ma sensu opierać się przeznaczeniu: You have nothing in your hands / Any power you have, comes to you from far beyond / Everything is fixed, and you can’t change it. Może więc w tej historii nie ma dobra i zła oraz dobrych i złych, a jedynie dziejowa konieczność, by sprawy potoczyły się tak, jak muszą się potoczyć?

Jesus Christ Superstar, Ted Neeley, Carl Anderson, Andrew Lloyd Webber, Yvonne Elliman, Barry Dennen, musical, Norman Jewison, Tim Rice

Jesus Christ Superstar łagodzi postacie łotrów (przede wszystkim Judasza), ośmiesza okrutników (piosenka Heroda to czysta komedia) i ujmuje Jezusowi boskości, dodając w zamian ludzkie emocje. To nie hołd, nie marmurowy posąg wyjęty z bazyliki. To rockowa medytacja o tym, czym powinna być religia, czym być nie powinna i czym jest w rzeczywistości. Musical stawia pytania, ale odpowiedź publiczność musi sobie dośpiewać sama.

Wątpliwość jest wpisana w tę historię i zapewne to był główny powód kontrowersji towarzyszących premierze. Dziś Jesus Christ Superstar nie wydaje się już obrazoburczy, to bardziej rodzinna rozrywka – między innymi dlatego, że powstało wiele znacznie radykalniejszych opowieści o ostatnich dniach Jezusa.

Jesus Christ Superstar, Ted Neeley, Carl Anderson, Andrew Lloyd Webber, Yvonne Elliman, Barry Dennen, musical, Norman Jewison, Tim Rice

Tymczasem co kilka miesięcy z różnych stron świata (również Polski) docierają doniesienia, że jakaś grupa religijnych radykałów domaga się bojkotu tej czy innej sztuki lub filmu. Wszędzie tam, gdzie omszały dogmat musi bronić się przed zdrową wątpliwością, pojawiają się obrońcy religii. Jako ateista przyglądam się tym współczesnym zelotom z mieszanką rozbawienia i zażenowania. Czyżby wielka, wspaniała religia naprawdę potrzebowała takich rozkrzyczanych, agresywnych adwokatów? Każdemu „konserwatyście” polecam (na początek) obejrzenie łagodnego Jesus Christ Superstar i powolne godzenie się z faktem, że wątpliwość i dialog z dogmatem mogą być częścią każdej narracji. Również tej uświęconej.

Adam Zyskowski

Lubisz ten tekst? Skomentuj i podaj dalej 🙂

2 comments

  1. Joganka 31 Marzec, 2018 at 09:25 Odpowiedz

    Podpisuję się rękami i nogami pod tym, co napisałeś na końcu. Co więcej, uważam się za osobę wierzącą, a towarzyszą mi dokładnie te same przemyślenia. Trochę wstyd za tych wszystkich rozkrzyczanych, często niestety niemyślących radykałów.

  2. Karolina 2 Kwiecień, 2018 at 19:27 Odpowiedz

    Cała istota chrześcijaństwa polega na poddawaniu wiary w wątpliwość oraz na dyskusjach z dogmatami. Jestem osobą wierzącą, pochodzę z wierzącej rodziny, religia chrześcijańska jest ogromną częścią mojego życia. A ten musical kiedyś oglądałam wiele razy, jeszcze za dzieciaka i pamiętam jakie wtedy robił na mnie wrażenie.

Zostaw komentarz

Twój email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczono *