Blog

V jak Vendetta. O jak Obywatel

V jak Vendetta, V for Vendetta, Hugo Weaving, Natalie Portman, John Hurt, demokracja, 5 listopada, Wachowski

5 listopada to data, która utrwaliła się jako symbol sprzeciwu obywateli wobec władzy, a wszystko za sprawą V jak Vendetta. Kto jednak jest głównym aktorem tego dramatu? Przecież nie Guy Fawkes i nie tytułowy V.

Pamiętaj, pamiętaj piąty listopada, tę zdradę i spisek prochowy. Bo to nie wypada, by kiedyś ta zdrada miała wylecieć nam z głowy.

W niedalekiej przyszłości wojna i zaraza pustoszą świat. Anglia, w której rządy obejmują faszyści, staje się totalitarnym państwem policyjnym, gdzie każdy mieszkaniec jest inwigilowany i karmiony propagandą. Londyn staje się mrocznym i niebezpiecznym miejscem. To na jego ulicach Evey Hammond (Natalie Portman) zostaje zatrzymana podczas godziny policyjnej przez funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. Ratuje ją zamaskowany przybysz (Hugo Weaving). Ubrany w kapelusz i pelerynę, kryjący twarz za uśmiechniętą maską, błyskawicznie rozprawia się z tajniakami. Poza długimi nożami ma nienaganne maniery i sporo do powiedzenia na swój temat. Jego pierwsza rozmowa z Evey wygląda tak:

– Z wyglądu weteran wodewilu, którego kaprys losu obsadza i w roli ofiary, i oprawcy. Ta fizis, której przez próżność nie skrywam, to strzępek vox populi, który sczezł i zamilkł. Lecz wskrzesiwszy echa dawnych krzywd, cień przeszłości ożywa i ślubuje zmiażdżyć w proch przeżarte złem, splugawione robactwo, co pleni się i wije, gwałcąc i bezczeszcząc wolną wolę. Jedynym wyrokiem może być zemsta – vendetta – święte ślubowanie, co nie padnie w próżnię, lecz rychło wskrzesi zdławione prawość i cnotę. (…) Możesz mi mówić V.

– Jesteś psychiczny?

– Zapewne tak orzekną. Lecz z kim, niech spytam, rozmawiam?

– Jestem Evey.

– Evey? E-vey… Oczywiście.

Z tej wymiany zdań dowiadujemy się właściwie wszystkiego, co istotne dla opowieści, ale można to ocenić dopiero z perspektywy całego filmu. Dodatkowo ważny szczegół łatwo gubi się w tłumaczeniu. V, słysząc imię kobiety, rozbija je na dwie głoski. Literę V w angielskim wymawia się jako „Wi”, zaś imię Evey czyta się „I-Wi”. Można więc powiedzieć, że imię dziewczyny zawiera w sobie imię zamaskowanego bohatera. Ta myśl jeszcze się nam przyda.

V jak Vendetta, V for Vendetta, Hugo Weaving, Natalie Portman, John Hurt, demokracja, 5 listopada, Wachowski

W przywołanym „werbalnym wykwicie” V tłumaczy również swój wygląd. Jego przebranie nawiązuje do postaci Guya Fawkesa – buntownika, który w 1605 roku próbował wysadzić budynek brytyjskiego parlamentu. W tej historii mniej liczą się szczegóły wydarzenia, a bardziej idea, która mu przyświecała: sprzeciw wobec władzy. Jednak po 400 latach próżno szukać podobnego buntu w faszystowskiej Anglii, gdy reżim tłumi wolną wolę, a wszelkie ogniska oporu gasi w zarodku. Zamaskowany V zdradza też swoje cele: zemstę na władzy (vendettę), a przez nią przywrócenie mieszkańcom Anglii odwagi (cnoty) i odpowiedzialności za swój kraj (prawości).

V jak Vendetta, V for Vendetta, Hugo Weaving, Natalie Portman, John Hurt, demokracja, 5 listopada, Wachowski

Każdy dobry bohater musi mieć łotra, z którym może się mierzyć. W V jak Vendetta jest nim założyciel faszystowskiej partii Nordycki Płomień i faktyczny władca Anglii, kanclerz Adam Sutler. Tępi sprzeciw rękami wojska i tajniaków, ogłupia ludzi telewizyjną propagandą, podsyca strach wobec wszelkiej odmienności. Dzięki temu – jak lubi powtarzać – Anglia zwycięży. Ważne jednak, by była to jego Anglia: czysta rasowo i ideologicznie. Kanclerz przez cały film kryje się w nieznanym miejscu, jego twarz pojawia się jedynie na ekranach. V spotyka go tylko dwa razy w czasie trwania akcji – raz blisko finału historii i raz znacznie wcześniej, w niepozornej scenie, która celowo stylizowana jest na kabaretowy przerywnik.

Gordon Dietrich, telewizyjny komik, przygotowuje program, w którym obśmiewa jaśnie panującego kanclerza. W jego skeczu aktor przebrany za przywódcę zapewnia widzów, że groźny terrorysta V został pokonany. Tymczasem inny aktor przebrany za V wygłupia się w tle. Mnożą się slapstickowe gagi, śmiechowi z puszki nie ma końca. Wreszcie bohater zostaje schwytany i pozbawiony maski. Pod nią, jak się okazuje, cały czas ukrywał się przywódca narodu we własnej osobie. Teraz dwóch Adamów Sutlerów kłóci się na wizji o to, który jest prawdziwy.

Kabaretowa scenka wcześnie pokazuje to, co w filmie zostaje wyrażone wprost dopiero w ostatnich scenach: V nie różni się tak bardzo od ludzi, z którymi walczy. Podobnie jak funkcjonariusze władzy używa brutalnych, terrorystycznych metod. Podobnie jak oni manipuluje opinią publiczną. Podobnie jak oni wydaje się gotowy poświęcić zwykłych ludzi, by osiągnąć wyższe cele. V z jednej strony walczy o wolność dla wszystkich, ale z drugiej – dokonuje osobistej zemsty. Ściga i zabija ludzi, którzy skrzywdzili go w przeszłości. To, że przy okazji są najwyższymi funkcjonariuszami faszystowskiego reżimu, na pewno pomaga. Czy jednak V byłby gotów na te wszystkie poświęcenia, gdyby nie realizował przy okazji własnych celów? Przecież kanclerz Sutler również przykrywa osobiste pobudki (ambicję i głód władzy) pod szlachetnymi hasłami i troską o kraj. To nie to samo, powiecie, ale podobieństwa nie da się zignorować.

To dlatego V potrzebuje Evey. Mężczyzna zniszczy stary świat, a ona (i ludzie jej podobni) będą budować na gruzach nowy porządek. Najpierw jednak muszą wyzbyć się strachu. Dzięki V Evey odkrywa, że są rzeczy ważniejsze i większe niż życie – rzeczy, dla których to życie warto poświęcić. Tak znika jej strach. Mieszkańcy Londynu widzą zaś okrucieństwo władzy i jej bezradność wobec odważnego człowieka w masce. Dzięki temu znika ich strach.

Ludzie są tylko ludźmi – słabymi, przestraszonymi, gotowymi przehandlować całą swoją wolność za odrobinę bezpieczeństwa, które obiecują populiści. Z czasem przestają być obywatelami biorącymi odpowiedzialność za losy miejsca, w którym żyją. Zrezygnowani i bierni, stają się pionkami na szachownicy dyktatorów, ogłupioną na własne życzenie szarą masą. Czasem trzeba niszczycielskiej siły, by ich obudzić – zmienić z powrotem w obywateli. W V jak Vendetta to rola tytułowego bohatera. Jednak nie ma dla niego miejsca w nowym świecie – musi zrobić swoje i odejść, niczym rewolwerowiec ze starego westernu. Podobną (pod tym względem) historię opisywałem w tekście Mutant znikąd. Logan na Dzikim Zachodzie.

V jak Vendetta, V for Vendetta, Hugo Weaving, Natalie Portman, John Hurt, demokracja, 5 listopada, Wachowski

To właśnie dlatego uważam, że mściciel V nie jest głównym bohaterem tej opowieści. Jest katalizatorem, pomocą dla młodej i zagubionej Evey, która musi odnaleźć w sobie odwagę i na nowo stać się obywatelką. To nie przypadek, że jej imię łączy w sobie *V* oraz *coś jeszcze*. Każdy obywatel może mieć w sobie V – inspirację, by pokonywać strach i przeciwstawiać się politykom, którzy próbują ogłupiać i odbierać wolność. Owo *coś jeszcze* to umiejętność stawiania oporu bez użycia przemocy; to odpowiedzialność za losy kraju; to tolerancja dla inności, która jest podstawą demokracji; to solidarność ze współobywatelami.

Gdyby zwykli ludzie każdego dnia pamiętali, że mają w sobie siłę i mogą z niej korzystać, może vendetta nie byłaby nikomu potrzebna?

 

Adam Zyskowski

Lubisz ten tekst? Skomentuj i podaj dalej 🙂

7 comments

  1. Klaudyna 6 Listopad, 2017 at 13:10 Odpowiedz

    Dzięki za przypomnienie o tym filmie. Pamiętam, że nie udało mi się pójść na niego do kina i tak zaczęły mijać lata (aż dziw, że aż 12!), a ja nigdzie na niego nie trafiłam. Dzięki również za przybliżenie postaci Guya Fawkesa, chętnie zgłębię nieco jego temat, bo poczułam się zaintrygowana.

    Wyprowadzasz bardzo ciekawe wnioski, bardzo jestem ciekawa, kogo po obejrzeniu filmu ja uznam za najważniejszą postać opowieści.

  2. Agnieszka 11 Listopad, 2017 at 12:36 Odpowiedz

    Pieknie piszesz – i zaciekawiłeś mnie na tulę – że muszę obejrzeć film. To chyba najlepszy komplement dla recenzji 🙂 pozdrawiam!

Zostaw komentarz

Twój email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczono *