Pennywise kontra Henry Bowers. Walka o TO coś.

Nowe To, jak przed laty, ma straszyć chyba głównie nastoletnią publikę. Zastanawiam się tylko, który z ekranowych łotrów jest straszniejszy. A to powinno być proste:  przecież jeden z nich jest uosobieniem grozy!

W prowincjonalnym miasteczku Derry grupa szkolnych przyjaciół spotyka się w ostatnim dniu szkoły. Jednak frajerzy (Losers’ Club) nie mogą w pełni cieszyć się wakacjami. Mały brat jednego z nich niedawno zaginął, grupa szkolnych dręczycieli próbuje ich dopaść, a każdy ma swoje problemy w domu. Sprawy przybierają naprawdę zły obrót, gdy okazuje się, że za falą zniknięć stoi demoniczny klaun.

Pennywise Tańczący Klaun, to starożytny stwór, który żeruje na dzieciach zamieszkujących Derry. Może dowolnie zmieniać formę, by wzbudzać strach w swoich ofiarach. Najczęściej jednak pojawia się w postaci wysokiego klauna o złowieszczym uśmiechu i jak najbardziej morderczych zamiarach. Monstrum potrafi również wywoływać halucynacje i ukrywać swoje działania przed wzrokiem postronnych (najczęściej dorosłych). Te umiejętności czynią go niemal idealnym drapieżcą, co dobrze widać w scenie uprowadzenia małego Georgie’ego. Najpierw Pennywise stara się zdobyć zaufanie chłopca. Gdy to się nie udaje, próbuje manipulacji i gróźb, by wreszcie obnażyć rzędy kłów i zaatakować niczym wygłodniałe zwierzę. Wszystkiemu przygląda się mieszkanka pobliskiego domu, ale wydaje się, że tak naprawdę niczego nie zauważa – zapewne otumaniona mocą stwora.

Bill Skarsgård, Jaeden Lieberher, Henry Bowers, Pennywise, To, It, Stephen King
© Warner Bros. Entertainment Inc

Innym rodzajem monstrum jest Henry Bowers, przywódca bandy młodocianych oprychów, którzy znęcają się nad małymi bohaterami filmu. Jest silny, niezrównoważony i okrutny. Nie myśli o konsekwencjach, nie interesuje go niczyje zdanie. Wydaje się, że męczenie innych sprawia mu szczególną przyjemność. To dzieciak, którego nie chcesz spotkać w ciemnym zaułku. Właściwie to dzieciak, którego w ogóle nie chcesz spotkać.

Pojedynek potworów

Znacie pewnie tę kliszę z filmów o superbohaterach. Superman ma Lexa Luthora. Spider-man ma Doctora Octopusa. Batman ma Jokera. Tak jak moneta ma dwie strony, tak bohaterowie są „drugą stroną” okrutnych łotrów. Nadają sobie wzajemnie sens, więc nie może być jednego bez drugiego. Zniszczenie świata? Owszem, bardzo proszę, każdy szwarccharakter chętnie się tego podejmie. W międzyczasie jednak nakreśli kilka intryg i zmontuje parę morderczych pułapek specjalnie dla swojego ulubionego herosa!

To schemat tak popularny, że artyści komentują go wprost. M. Night Shyamalan oparł na nim fabułę swojego filmu Niezniszczalny z Bruce’em Willisem i Samuelem L. Jacksonem. Również komediowy Lego Batman eksploruje (a raczej obśmiewa) ten temat. Klockowy Joker dosłownie poruszy niebo i ziemię, by uświadomić Batmanowi szczególną więź, która ich łączy.

Mając to w pamięci, zastanawiam się, czy w To głównym przeciwnikiem frajerów na pewno jest klaun Pennywise. Jego celem jest żerowanie na lękach dzieci – dla każdego ma przygotowaną inną formę i indywidualny zestaw przerażających wizji. Eddie zostaje zaatakowany przez trędowatego, ponieważ boi się chorób, a Stana prześladuje zdeformowana flecistka ze starego portretu, który wisi w gabinecie jego ojca. Pennywise, niczym kot, bawi się ofiarami. Choć podsyca najbardziej osobiste lęki i wykorzystuje do tego najbardziej prywatne myśli dzieci, to chyba do żadnego nie żywi urazy. Są dla niego po prostu głupim mięsem; im bardziej wystraszonym, tym lepiej.

Co innego Henry Bowers. Gnębiony i poniżany przez ojca, szuka osób, którym może zrobić to, czego sam doświadcza. Szczerze nienawidzi frajerów, bo są słabi – tak samo bezsilni wobec niego jak on wobec swojego ojca. Każdy frajer jest lustrem, w którym Henry Bowers widzi własną bezradność. Nawet gdy ostatecznie przeciwstawia się okrutnemu ojcu, wybiera drogę tchórza i okrutnika – jedyną, jaką umie podążać.

Bill Skarsgård, Jaeden Lieberher, Henry Bowers, Pennywise, To, It, Stephen King
© Warner Bros. Entertainment Inc

Osobisty strach

Nie jestem fanem schematów i mógłbym docenić fakt, że Pennywise nie mieści się do końca w wyświechtanej formule. Nie mogę jednak rozsądzić, czy – jako postać napisana przez scenarzystów – tę formułę przerasta, czy do niej nie dorasta. To jest filmem, który korzysta z różnych klisz i schematów i robi to bardzo dobrze. Szczególna relacja między łotrem i bohaterami jest chyba jedyną kliszą, jakiej brakuje. Tymczasem Pennywise jest jak klęska żywiołowa: gdy się pojawia, ludzie po prostu giną, bo taka jest jego natura. Dzieci mają wiele osobistych powodów, by nienawidzić klauna, ale to (niestety) nie działa w drugą stronę.

Poza momentami, które można policzyć na palcach jednej ręki i może finałem filmu, klaun wydaje się nie postrzegać dzieciaków jako zagrożenia. Dość to dziwne i rozczarowujące, skoro od początku wiemy, że to frajerzy muszą zmierzyć się z potworem. Na tej osi mógłby się pojawić jakiś interesujący dwustronnie osobisty konflikt. O wiele lepszym wrogiem głównych postaci okazuje się ostatecznie Henry Bowers – bardziej osobistym, mocniej osadzonym w tej historii.

Może właśnie o to chodzi, by prawdziwy łotr był lustrzanym odbiciem bohaterów – zwykłym dzieciakiem, który (w przeciwieństwie do członków Losers’ Club) zszedł na bardzo złą drogę. A może tytułowe To jest po prostu świetnie zagraną dziką bestią, ale słabo napisanym czarnym charakterem?

Bill Skarsgård, Jaeden Lieberher, Henry Bowers, Pennywise, To, It, Stephen King
© Warner Bros. Entertainment Inc

Pennywise będzie miał jednak swoją szansę w drugiej części i (obym się nie mylił) znacznie więcej osobistych powodów, by nienawidzić już dorosłych frajerów. Może wtedy awansuje do rangi pełnowartościowego potwora?

Adam Zyskowski

Lubisz ten tekst? Skomentuj i podaj dalej 🙂

Jedna odpowiedź do “Pennywise kontra Henry Bowers. Walka o TO coś.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *