Filmowe teledyski

Teledysk, który stał się filmem – Losing My Religion

Michael Stipe, REM, Losing My religion, Tarsem Singh, The Cell, Jennifer Lopez, Cela, Out of time, teledysk,

Losing My Religion to chyba najbardziej znany utwór R.E.M, a teledysk do niego – najbardziej rozpoznawalny. W filmie Cela można rozpoznać z niego całkiem sporo.

Gitara i mandolina. Niecodzienne połączenie od razu wpada w ucho i pozostaje na długo. Tekst, mimo tytułu wskazującego na tematykę religijną, traktuje po prostu o obsesji, jakiej może doświadczyć każdy. Losing My Religion z płyty Out of Time miał stać się hitem, który zapewni muzykom R.E.M. status megagwiazd.

Jednak we wczesnych latach dziewięćdziesiątych to teledyski sprzedawały muzykę i słowa, rzadziej na odwrót. Stworzenie klipu powierzono Tarsemowi Singhowi – trzydziestoletniemu sprzedawca samochodów, który właśnie kończył edukację na Art Center College of Design w Pasadenie. Na koncie miał tylko dwa klipy – dla Suzanne Vegi i En Vogue.

Marne sukcesu początki

Reżyser wspomina w jednym z wywiadów, że nie miał w tamtym czasie ani sztabu współpracowników, ani usystematyzowanych metod pracy. Skromny dorobek wynikał przede wszystkim z tego, że stawiał na wizję. Gdy wpadł na ciekawy pomysł, realizował projekt – inaczej wolał sobie darować i tak bywało w większości przypadków.

Muzykom R.E.M. miał do zaoferowania szczególnie bogatą wizję, której jednak wciąż brakowało nieokreślonego *czegoś*. Ostatnim elementem układanki okazał się frontman grupy, Michael Stipe. Jego taniec, podpatrzony w klubie podczas wieczornej imprezy, wydał się Singhowi dziwny i szalony, ale też mistyczny. Postanowił pokazać na ekranie te spazmatyczne ruchy. Może widział w nich wyraz obsesji opisanej w tekście Losing My Religion?  

Gdy ruszyły zdjęcia, Singh próbował łączyć Tarkowskiego, Caravaggia, Josefa Koudelkę, estetykę gejowskich fotografii duetu Pierre i Gilles, hinduskich bogów oraz chrześcijańskich świętych w historii opartej na opowiadaniu Gabriela Garcíi Márqueza. Oczywiście, przy tej ilości inspiracji, wszystko zaczęło szybko zmierzać w kierunku kompletnej katastrofy. Ujęcia wydawały się kiczowate, wysilone i pretensjonalne, nikt nie kontrolował sytuacji na planie. Tarsem nie miał pojęcia, jak to naprawić.

W akcie desperacji postanowił nakręcić to, co naprawdę chciał pokazać – opętańczy taniec Michaela Stipe’a. Frontman R.E.M. od początku nalegał na minimalistyczny, naturalny teledysk, a jego taneczne popisy – zaprzeczenie stylizowanych ujęć, na których skupiała się ekipa – zadziałały jak zaklęcie. Wszyscy odprężyli się wreszcie, a między reżyserem i wokalistą narodził się nowy rodzaj zaufania. Gdy następnego dnia Tarsem i jego ludzie podeszli kolejny raz do dziwnych, kolorowych kadrów, Stripe stwierdził tylko: All right, you know what you’re doing.

Trudno uwierzyć, że teledysk do Losing My Religion w ogóle powstał, a do tego podbił serca publiczności oraz zdobył najważniejsze branżowe nagrody. Tarsem Singh – do niedawna biedujący student – nagle znalazł się w pierwszej lidze twórców. Zlecenia na teledyski i reklamy szybko wypełniły jego kalendarz. Gdy prawie dekadę później kręcił swój pełnometrażowy debiut kinowy, wrócił do Losing My Religion i wziął to, co pasowało do artystycznej wizji.

W rolach głównych… Jennifer Lopez?

Bohaterką Celi jest Catherine Deane – terapeutka, która przy pomocy eksperymentalnej technologii może wejść do umysłu pogrążonego w śpiączce pacjenta. Na prośbę FBI dostaje się do umysłu psychopatycznego mordercy, by poznać miejsce pobytu jego ostatniej ofiary.

Świat wykreowany przez Singha w tym filmie to przestrzeń okrutnych fantazji, w której wszystko jest możliwe. To tak wielki triumf wyobraźni, że Jennifer Lopez może zupełnie na poważnie grać wybitną psychoterapeutkę. Reżyser wspominał w jednym z wywiadów, że taki właśnie był jego cel: stworzenie filmu maksymalnie odrealnionego.

Dlaczego? Myślę, że tylko do takiego świata Singh mógł sprowadzić każdy wizualny element, nie martwiąc się specjalnie o spójność i sens. Wziął trochę z klipów Madonny i Marilyna Mansona, znalazło się miejsce dla H. R. Gigera i Damiena Hirsa. Najciekawsze jednak wydało mi się to, co Tarsem Singh zapożyczył od samego siebie, a co wcześniej jeszcze podpatrzył u innych.

Najlepiej widać to podczas drugiej wizyty w umyśle filmowego psychopaty. Bohaterka odnajduje go w pokoju, który jest wierną kopią pomieszczenia z Losing My Religion.

Michael Stipe, REM, Losing My religion, Tarsem Singh, The Cell, Jennifer Lopez, Cela, Out of time, teledysk,

Tarsem wraca też do motywu boskości. Silny umysł może wykreować w jego filmowym świecie każdy obraz, dlatego Catherine postanawia stać się uosobieniem miłości, łagodności, przebaczenia. Reżyser jest świadom znaczeń, ale (jak w przypadku teledysku R.E.M.) bawi się raczej formą, kompozycją, kolorami. Jennifer Lopez może wyglądać jak pieta, ale niekoniecznie musi być Maryją.

Michael Stipe, REM, Losing My religion, Tarsem Singh, The Cell, Jennifer Lopez, Cela, Out of time, teledysk,

Jest też złoty łańcuch, który rozwija się wzdłuż krawędzi ekranu, gdy Catherine próbuje zrozumieć perspektywę mordercy. Dość dziwny wybór estetyczny, pasujący zupełnie do niczego, ale i to już wcześniej pojawiło się tam, gdzie myślicie…

Michael Stipe, REM, Losing My religion, Tarsem Singh, The Cell, Jennifer Lopez, Cela, Out of time, teledysk,

W międzyczasie akcja filmu wymaga, by bogini miłosierdzia zmieniła się w nieustępliwa łowczynię, co pozwala przywołać jeszcze jeden obraz – świętego Sebastiana, który tu ma znacznie mroczniejsze oblicze, niż w teledysku R.E.M.

Michael Stipe, REM, Losing My religion, Tarsem Singh, The Cell, Jennifer Lopez, Cela, Out of time, teledysk,

Mogę tak jeszcze trochę, ale już i tak długo sobie dyskutujemy.

Wizja bezcelowa?

Debiut Tarsema Singha zebrał mieszane recenzje. Wytykano mu brutalność i obrazoburczą estetykę. Inni, jak choćby Roger Ebert, widzieli w Celi oryginalne i artystyczne podejście do wyświechtanej formuły filmów o seryjnych mordercach. Osobiście myślę, że rację mogą mieć wszyscy… albo nikt. W zasadzie nie ma to większego znaczenia. Reżyser bowiem, jak w teledysku R.E.M, złożył w całość elementy, które wydały mu się najwłaściwsze w danej chwili. Choć Losing My Religion i Celę dzieli prawie dziesięć lat, to łączy moje osobiste przekonanie, że obie produkcje są estetycznym popisem, a nie intelektualnym czy ideologicznym manifestem. Może jedynie estetycznym popisem?

Jeśli chcecie na siłę szukać znaczeń, możecie – to dobre ćwiczenie intelektualne, sam często je uprawiam. Niektóre filmy powstają jednak dlatego, by zrealizować wizualną wizję twórcy. Mogą wydawać się mroczne i dziwne, ale jeśli wizja jest odpowiednio wielka, to warto je poznać.

Adam Zyskowski

Lubisz ten tekst? Skomentuj i podaj dalej 🙂

Zostaw komentarz

Twój email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczono *