Baby Driver i nieme obietnice kina

Obiecanki pokazywanki, a widzowi radość. Taki jest Baby Driver, najnowszy film Edgara Wrighta – reżysera, który myśli nie tylko o tym, co pokazuje, ale też o tym, jak to robi.

Obiecaj mi

Filmy obiecują wiele rzeczy na różne sposoby. Najpowszechniejsze są chyba obietnice składane przez kampanie marketingowe – okrzyki NAJLEPSZY i NAJWIĘKSZY, zdaniem takiego albo innego krytyka DOSKONAŁY. Potem widz siada w kinowym fotelu i szybko okazuje się, że został zrobiony w trąbę, a ten zachwycony krytyk, cytowany w zwiastunach i na plakatach, to nawet pisze o filmach… ale dla magazynu wędkarskiego.

Innym rodzajem obietnicy są pierwsze minuty filmu, gdy widz dostaje przedsmak tego, co czeka go dalej. Baby Driver rozpoczyna się sceną pościgu. Główny bohater jest kierowcą, który ma za zadanie zgubić policyjny pościg i dostarczyć ekipę złodziei razem z łupem do zleceniodawcy. Z tej sekwencji dowiadujemy się wszystkiego, co musimy wiedzieć o bohaterach i o filmie. Będzie szybko i z przymrużeniem oka, w rytm muzyki starannie dobranej do poszczególnych scen, a gdy akcja stanie w miejscu, to tylko po to, by za chwilę ruszyć z jeszcze większą mocą. Z tych obietnic widzowie mogą rozliczać Baby Drivera przez cały seans.

Jednak to inna scena przykuła moją uwagę. Ruch jest w tym filmie wszechobecny i jeśli tytułowy Baby Driver nie pędzi akurat kolejnym autem na złamanie karku, to cały jego świat kręci się (dosłownie) wokół pięknej Debory. Nawet gdy Doktorek – mózg i mecenas przestępczej grupy – tłumaczy plan skoku, nie słyszymy słów. Oglądamy za to przelatujące obrazy i wraz z Babym (tak, to imię) tupiemy nogą w rytm muzyki ze starego iPoda. Wszystko płynie, jedzie, pędzi, przeskakuje i zmienia się.

Baby Driver, Kevin Spacey, Jamie Foxx, Edgar Wright, Jon Hamm, Lily James, Ansel Elgort, Subaru, samochody, heist
© Columbia Pictures Industries

Jedynym momentem, w którym wszystko staje i można to wyraźnie odczuć, jest ten, w którym szajka napada na urząd pocztowy. Kamera pokazuje ciężarówkę robotników załadowaną sprzętem i metalowymi prętami. Baby patrzy na nią i jej zawartość, widać, że w jego głowie rozgrywają się rożne scenariusze. Czy ciężarówka utrudni odjazd z piskiem opon? Czy ukryją się za nią policjanci? Czy ładunek wypadnie na ulicę? Nie wiadomo, o czym myśli Baby, ale jego wzrok powraca wciąż do tego samego miejsca. Wszystko to trwa ledwie chwilę, ale wystarczy, by reżyser dał jasno do zrozumienia, że ciężarówka odegra ważną rolę. Obietnica zostaje złożona.

W filmie Ida Paweł Pawlikowski stosuje podobny zabieg. W kadrze umieszcza otwarte okno i pozwala, by uwaga widzów się na nim skupiła. Nic go nie zasłania, nic nie przeszkadza myślom oglądających. Tylko bohaterka Agaty Kuleszy przechodzi obok raz i drugi, niespiesznie, zwyczajnie. Czas zostaje jakby rozciągnięty, a gdy reżyser uznaje, że dość już ekspozycji, pojawia się rozwiązanie i szok. To prosta i mocna scena. Podobną można było zobaczyć w finałowym odcinku szóstego sezonu Gry o tron.

Gdy długo obserwujemy jakiś obiekt, zaczynamy oczekiwać zmiany. Im dłużej czemuś się przypatrujemy i im dłużej zmiana nie następuje, tym silniejsze wrażenie, że powinna się wreszcie pojawić w jakiejkolwiek formie. Powód i skutek. Akcja i reakcja. Tak działa świat i do takiego myślenia jesteśmy przyzwyczajeni, czyż nie? W końcu jaki mógłby być inny cel pokazywania czegokolwiek? No właśnie…

Na Wschodzie bez zmian

Przypomina mi się inny rodzaj obietnicy, o której Piotr Sawicki pisał w książce Kurosawa. Japońskie kino przedwojenne i powojenne, zmagając się z ograniczeniami technicznymi, musiało stawiać na plany ogólne, statyczność scen, długie ujęcia. Jednak to, co na Zachodzie mogło uchodzić za nudę, japońscy mistrzowie Yasujirō Ozu i Kenji Mizoguchi wynieśli do rangi sztuki i wpisali w narodową filozofię.

Sawicki omawia sekwencję ujęć z filmu Zarządca Sansho. Na pierwszym planie widać drzewo i elementy architektury. Są umieszczone nieprzypadkowo, ale jednocześnie – i tu zmiana w stosunku do modelu zachodniego – pozostaną nieistotne dla fabuły. Zadaniem drzew, skał czy budynków jest trwanie. Bohaterowie przyjdą, zatrzymają się przy nich i odegrają swoją rolę, po czym odejdą. Wyeksponowanie w kadrze przyrody i tradycji – niczym na starym japońskim drzeworycie – pokazuje, że są sprawy większe i ważniejsze niż mali ludzie i ich problemy. To inny rodzaj obietnicy, która mówi mniej o filmie, a więcej o tym, z jaką pokorą reżyser podchodzi do świata. Zarówno tego filmowego, jak i realnego.

Zarządca Sansho (reż. Kenji Mizoguchi, 1954)

Gaz do dechy

Baby Driver jest jednak produkcją typowo zachodnią. Edgar Wright tworzy film w ruchu, a obietnice, które składa, dotyczą radykalnych zmian. Wracamy pod urząd pocztowy i jeśli nie widzieliście Baby Drivera, omińcie dwa poniższe akapity.

Baby Driver, Kevin Spacey, Jamie Foxx, Edgar Wright, Jon Hamm, Lily James, Ansel Elgort, Subaru, samochody, heist
© Columbia Pictures Industries

Baby siedzi w samochodzie i bije się z myślami. Bandyci wskakują do auta, grająca w tle muzyka przyspiesza, wycieraczki przecinają strugi deszczu, skrzypią – napięcie rośnie i wszystko mówi „ruszaj”. Wśród okrzyków i gróźb Baby ostatni raz patrzy na wprost, na ciężarówkę ekipy budowlanej, zakotwiczoną już w świadomości widzów. Bohater wciska pedał gazu, auto rusza z piskiem opon. Wystający z ciężarówki pręt przebija przednią szybę i jednego z przestępców.

To przełomowy moment dla głównego bohatera, który radykalnie pokazuje, że nie da się dłużej szantażować. To przełomowy moment dla publiczności, która dostaje mały happy end – czarny charakter ginie nagłą i brutalną śmiercią. W końcu zaś wyeksponowany przez reżysera obiekt zostaje wykorzystany, a obietnica spełniona. Oczywiste było, że tak się stanie. Pozostawały jedynie pytania: jak i gdzie? Odpowiedź przyniosła satysfakcję na wielu poziomach.

Twórcy kina składają przeróżne obietnice i gdy udaje się je spełnić, powstaje dobry film. Każdy jednak musi sam ocenić, ile mu obiecano i na ile się z tej obietnicy wywiązano. Baby Driver jest świetnym wyborem, jeśli chcecie to poćwiczyć. Edgar Wright składa w nim wiele obietnic i chyba wszystkie realizuje. Wiele z nawiązką.

Adam Zyskowski

Lubisz ten tekst? Skomentuj i podaj dalej 🙂

 

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o kinie Edgara Wrighta, zacznij od tego filmu:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *