Dunkierka głośniejsza od bomb

Krytycy mogą spierać się o to, czy Dunkierka jest najlepszym filmem Christophera Nolana. Na pewno jest najgłośniejszym. Dosłownie.

Na długo przed premierą zastanawiałem się jak amerykański reżyser planuje pokazać okrucieństwo wojny w PG-13, bo właśnie takie oznaczenie wiekowe zapowiedziano. Kilkanaście lat temu Szeregowiec Ryan straszył żołnierzami szukającymi na pobojowisku urwanych kończyn i wołających matki znad własnych wnętrzności. Pamiętam to do dziś, bo – szczerze mówiąc – trudno zapomnieć. Przełęcz ocalonych też nie oszczędzała ani filmowych wojaków, ani widzów – ciała były dosłownie rozrywane w orgii wrzasków, wystrzałów i wybuchów. Nawet znacznie mniej naturalistyczna w pokazywaniu okrucieństw wojny Furia wzięła mnie z zaskoczenia obrazkiem rozerwanej twarzy w czołgu.

Dunkierka, Dunkirk, Christopher Nolan, Tom Hardy, Harry Styles, Hans Zimmer, Cillian Murphy, Mark Rylance, Fionn Whitehead, wojna
© Warner Bros. Entertainment Inc.

Inna Dunkierka

Jeśli ktoś chce robić kino wojenne, to jest jakiś kierunek. Jeden zapadający w pamięć obraz działa mocniej niż rzeczowe argumenty czy patetyczne hasła. Przemawianie obrazem jest zupełnie naturalne; w końcu kino to medium przede wszystkim wizualne. Dunkierka na tym polu radzi sobie doskonale. Krajobraz maluje się smutnymi, przygaszonymi barwami. Ponury brąz mundurów, zimny błękit nieba i szaroniebieskie morze nadają ton kolejnym scenom, jeszcze mocniej podkreślając beznadziejne położenie alianckich żołnierzy.

Gdy nadlatują niemieckie samoloty, mężczyźni padają na ziemię. Gdy zagrożenie mija, podnoszą się, jakby za nic mając ciała towarzyszy, którzy przed chwilą stracili życie. Oni już wiedzą (a widzowie dowiedzą się niedługo), że każdy statek to nadzieja na powrót do domu, ale i śmiertelna pułapka. To, kto przeżyje na morzu, zależy wyłącznie od szczęścia i nielicznych pilotów, którzy osłaniają okręty pełne żołnierzy. Wojacy stoją więc na plaży, czekając na wskazanie łaskawego losu lub okrutny koniec.

Podobnie sprawy mają się w powietrzu, gdzie piloci (w roli jednego z nich Tom Hardy) muszą narażać życie w walce z niemieckimi myśliwcami i nieustannie liczyć pozostałe w zbiornikach paliwo. Tymczasem na małym jachcie, jednym z wielu zarekwirowanych przez armię, bohaterowie Cilliana Murphy’ego i Marka Rylance’a toczą wojnę w mniejszej skali. To te małe konflikty wydają się ważniejsze, niż kolejny zatopiony statek czy zestrzelony samolot. Gdy bitwa została przegrana, można walczyć już tylko o siebie, często ze sobą nawzajem.

Wojna dla uszu

Jednak, w moim odczuciu, Dunkierka nie jest malowana obrazem ale dźwiękiem. Gdy w filmie padł pierwszy strzał, jego huk rozerwał ciszę i wnętrze mojej głowy. Serie z karabinów maszynowych, wybuchy bomb i warkot silników niemal ogłuszały. To celowy zabieg: dzięki temu, że wszystko jest wyjątkowo głośne, jest też wyjątkowo straszne. Zagrożenie ze strony nazistowskich żołnierzy nie ma twarzy czy nawet wyraźnego kształtu. Są oni cały czas poza kadrem lub zamknięci w kabinach messerschmittów. Przynoszą jednak huk wystrzałów i eksplozji – groźny sygnał, który Nolan intensyfikuje, wyciąga na pierwszy plan. Dzięki temu zyskuje dźwiękowy zamiennik krwawych obrazów – tworzy coś, czego nie da się zignorować.

Dunkierka, Dunkirk, Christopher Nolan, Tom Hardy, Harry Styles, Hans Zimmer, Cillian Murphy, Mark Rylance, Fionn Whitehead, wojna
© Warner Bros. Entertainment Inc.

I rzeczywiście, wielu widzów nie potrafiło, o czym możecie przeczytać TUTAJ.

Pułapka wojny zaciska swoje szczęki również za sprawą muzyki. Hans Zimmer tworzy ponure, dudniące kompozycje, które trzymają na krawędzi kinowego fotela. Wykorzystując dźwiękową iluzję, obecną również we wcześniejszych filmach Nolana, buduje atmosferę ciągłego zagrożenia.

Dunkierka udowadnia, że – odpowiednio dobierając środki – można przedstawić wojnę bez pokazywania krwi i flaków. Nie mam nic przeciwko ekranowej przemocy, jeśli jest uzasadniona, ale to już było i już straszyło. Nawet najmocniejszy obraz może w końcu spowszednieć. Tymczasem kino wojenne musi działać na widza cały czas; być przekonująco antywojenne. Powinno przypominać każdemu zakompleksionemu durniowi, który marzy o bieganiu z karabinem i wyrównaniu dawnych krzywd, że ma problem z głową i powinien się leczyć.

Wojna jest pułapką i koszmarem. Dunkierka przypomina o tym subtelniej niż inne filmy wojenne, ale za to z równą im mocą.

Adam Zyskowski

Lubisz ten tekst? Skomentuj i podaj dalej 🙂

4 odpowiedzi do “Dunkierka głośniejsza od bomb”

  1. Seans „Dunkierki” jeszcze przede mną – trochę boję się tego filmu. Zawsze bardziej na mnie oddziaływuje dźwięk i jakieś takie niedopowiedzenia, że boję się, że ten film zaleje mnie falą smutku 😀 A tak na serio, to jeden z tych filmów, który jest na czele mojej listy „do zobaczenia” 🙂

  2. Jeszcze nie widziałam tego filmu, prztznam że Twoja subiektywna recenzja bardzo mnie zainteresowała. A parę filmów wojennych lub o wojnie widziałam. Moje ulubione Kanał, Pianista, życie jest piękne, pentagon. Działa Navarony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *