Mutant znikąd. Logan na Dzikim Zachodzie.

Logan: Wolverine nie jest typowym filmem o superbohaterach. A czym jest? Westernem. I to bardzo konkretnym westernem!

Scena w hotelu. Charles Xavier (Profesor X) i Laura (X-23)oglądają klasyczny western. Do pokoju wchodzi Logan (Wolverine) i pokazuje Profesorowi stare komiksy o przygodach X-Menów. Kwituje ze smutkiem, że większość z tego, o czym opowiadają, nigdy się nie wydarzyła, a jeśli już, to na pewno nie było tak cukierkowo. Widzowie, jeśli jeszcze tego nie zauważyli, dostają jasny komunikat: to nie jest typowy film o superbohaterach. Jednak, kto patrzy uważnie, może dostrzec inny klucz: western na ekranie hotelowego telewizora.

Ten film to Jeździec znikąd (org. Shane) – klasyk wytwórni Paramount z 1953 roku. Strudzony podróżą rewolwerowiec Shane zatrzymuje się w gospodarstwie Starrettów – żyjących skromnie osadników. Gdy dowiaduje się, że rodzina jest nękana przez gang chciwego Rufusa Rykera, postanawia zostać na dłużej. Mężczyzna pomaga w gospodarstwie i szybko staje się niemal członkiem rodziny. Mały Joey zwierza się matce, że kocha go prawie jak własnego ojca, a i piękna gospodyni wydaje się powoli ulegać męskiemu urokowi przybysza. Tymczasem Shane jest szczęśliwy, mogąc spróbować spokojnego, zwyczajnego życia na farmie. Rozumie jednak, że sielanka nie potrwa długo. Jest rewolwerowcem i przeznaczenie wkrótce go dogoni.  W końcu Shane musi chwycić za broń i stanąć w obronie osadników. To właśnie fragment finałowej strzelaniny pokazuje w swoim filmie reżyser Logana.

shane-jezdziec-znikąd
© Paramount Pictures

Podobieństwa między filmami można mnożyć. Nie omówię wszystkich – zabawa byłaby żadna – ale przyjrzę się kilku kluczowym.

Bohater westernu to postać niemal zawsze rozdarta między dobrem i złem, niejednoznaczna. Czasem to zreformowany łotr, czasem wojenny bohater, a czasem ostatni sprawiedliwy z poważnymi grzechami na sumieniu. Rewolwerowiec Shane wydaje się opanowany, jednak widzimy, że cały czas walczy ze sobą, by zachować spokój. Jego nagrodą jest namiastka spokojnego życia i rodzinnego ciepła. Logan również cały czas toczy wewnętrzną walkę o zachowanie kontroli. Nawet mimo opłakanego stanu, w jakim znajduje się jego ciało, potrafi wysunąć szpony i walczyć z wieloma przeciwnikami jednocześnie. Jednak dopóki to możliwe, stara się nie wybierać tej najłatwiejszej drogi. Jego nagrodą jest uczciwa praca i pieniądze, dzięki którym może opiekować się Charlesem Xavierem.  To również namiastka rodzinnego życia, choć relacje między bohaterami są bardziej skomplikowane.

Logan-wolverine-hugh-jackman-patrick-stewart
© 20th Century Fox

W obu filmach najważniejsza jest więź między głównym bohaterem i dzieckiem. W Jeźdźcu znikąd Shane od razu staje się idolem małego Joeya. Maluch idealizuje przybysza, upatrując w nim spełnienia wszystkich swoich fantazji o tym, jaki powinien być prawdziwy mężczyzna. Z kolei mała Laura podziwia Wolverine’a – odważnego X-Mena, którego zna z komiksów i opowieści Charlesa Xaviera. Problem w tym, że Logan – prawdziwy człowiek, zgorzkniały i dotknięty chorobą – jest daleki od wyobrażonego ideału w kolorowym stroju. Choć ani Shane, ani Logan, nie są ojcami w zwykłym rozumieniu tego słowa, obaj pełnią tę rolę na miarę swoich możliwości.

Logan-wolverine-hugh-jackman-dafne-keen
© 20th Century Fox

Ciekawa jest też rola matki. Gdy Shane pokazuje Joeyowi jak powinno się nosić broń i strzelać, pani Starrett szybko interweniuje. Shane tłumaczy jej, że broń jest tylko narzędziem – tak dobrym lub złym, jak człowiek, który sięga do kabury. Kobieta jednak odpowiada: „Czy nie byłoby lepiej, gdyby w całej dolinie nie było ani jednego rewolweru, łącznie z twoim?” W swojej szlachetnej naiwności piękna Marian Starrett przypomina Charlesa Xaviera, który marzył o pokojowym współistnieniu ludzi i mutantów; o dialogu ponad różnicami. Choć czas zrewidował to marzenie, Charles wciąż wierzy, że Wolverine może żyć szczęśliwie wśród ludzi.

Gdy bohaterowie zatrzymują się w domu farmerów, Logan (niczym rewolwerowiec Shane) może zobaczyć, czym różni się jego naznaczone zabijaniem życie od spokoju i rodzinnego ciepła. Jednak gospodarze, zupełnie jak dawni osadnicy, muszą się mierzyć z okolicznymi łotrami. W klasycznych westernach mieliśmy rozróżnienie na cywilizowany Wschód, z którego przybywali pionierzy, by zasiedlać dzikie tereny Zachodu. W Loganie Dziki Zachód jest wszędzie tam, gdzie zwykli ludzie nie mogą żyć w pokoju, nękani przez wielkie korporacje i najemnych zbirów.

A skoro przy łotrach jesteśmy, pewien szczegół przykuł moją uwagę. W jednej ze scen serialu Westworld młody William musi dokonać estetycznego i moralnego wyboru. Czy sięgnie po biały kapelusz i swój czas w tytułowym parku rozrywki spędzi jako sprawiedliwy rewolwerowiec? A może wybierze czarny kapelusz i będzie bezwzględnym złoczyńcą? To proste rozróżnienie było widać również w Jeźdźcu znikąd. Shane nosił biały kapelusz, a okrutny James Wilson, wynajęty przez Rufusa Rykera mistrz pojedynków – czarny.

Pod koniec filmu Logan nosi się na biało, a jego nemezis – na czarno. W finałowym pojedynku (odpowiedniku strzelaniny w samo południe) możemy odróżnić dobro od zła po kolorze ubrania, jakby przeciwnicy nosili kowbojskie kapelusze. Co jednak nawet ciekawsze, przez pierwszą połowę filmu Logan nosi czarny garnitur i białą koszulę. Zwykły strój kierowcy limuzyny, a może subtelny sposób na pokazanie, że bohater jest początkowo rozdarty między dobrem i złem, jak w każdym porządnym westernie?

Logan-wolverine-hugh-jackman-boyd-holbrook
© 20th Century Fox

Logan ma też inne cechy westernu. Sceny krwawych walk nie są częste, ale za to intensywne i bardzo brutalne. Śmierć podąża za bohaterem, zabierając zarówno wrogów, jak i przyjaciół. Obrazy amerykańskich pustkowi i bezdroży zapierają dech w piersiach, a wszystko przenika kurz i wrażenie, że bohater wciąż staje sam przeciwko światu.

A man has to be what he is, Joey. Can’t break the mould. I tried it and it didn’t work for me. Joey, there’s no living with a killing. There’s no going back from one. Right or wrong, it’s a brand. A brand sticks. There’s no going back. Now you run on home to your mother, and tell her everything’s all right. And there aren’t any more guns in the valley. (Jeździec znikąd, 1953)

Logan to hołd złożony westernom i jednemu klasykowi w szczególności. Kto wie, może z czasem również ten film stanie się klasykiem? Już dziś za to wiem, że Hugh Jackman i Patrick Stewart nie mogli liczyć na lepsze i bardziej przemyślane pożegnanie z bohaterami, w których wcielali się od niemal dwóch dekad.

Adam Zyskowski

Lubisz ten tekst? Skomentuj i podaj dalej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *